- Informacje podstawowe
- Rozrywka i rekreacja
- Campingi
- Okręgi i regiony
- Miasta
- Wyprawy
- · MotoChorwacja 2003
- · Motocyklem po Bałkanach
- Chorwacja video
Motocyklem po Bałkanach
Własnie zakończyla się nasza 20 dniowa wyprawa motocyklowa na południe Europy. W tym roku postanowilismy dokończyć wyprawę z roku poprzedniego i zwiedzić nie zdobyte wtedy regiony Chorwacji. Wystartowalismy 3 lipca ze Szczecina. W tym roku całą podróż odbyliśmy w pojedynkę tzn, ja i moja piękniejsza połowa :)
Pierwszy dzień poświecilismy na przejazd ze Szczecina przez przejscie graniczne w Jakuszycach, do Jednovic w Czechach (okolice Brna). Jak zwykle przejazd przez Polskę (zaledwie 380 km) okazał sie najtrudniejszy. Pomimo założonych na siebie wszystkich ciepłych ciuchów jakie zabraliśmy, kurtek i kombinezonów deszcz i gradobicie jakie nas złapało w Legnicy przez chwilę unieruchomiło XTciaka, a nas przemoczyło do suchej nitki.
Po przekroczeniu granicy deszcz ustąpił, lecz mielismy kilka godzin straty i na camping w okolicy Brna dojechaliśmy praktycznie w nocy. Temperatura nas nierozpieszczała, trzeba było spac w ciuchach spiworze i przykryć sie kurtką (- i pomyslec że to lipiec!), ale myśl że już jutro będziemy w ciepłej Chorwacji poprawiała nam humor!
Z campingu zamiast wyjechac o 6:00 wyjechalismy dopiero po 9:00. Poranna rosa, zmęczenie itp.. Ogólnie nocleg na campingu przy wielkim jeziorze chyba nie był dobrym pomysłem.
Dalsza podróż to już przyjamność. Z każdym pokonanym kilometrem robiło sie coraz pogodniej. Przejazd przez Austrię na motocyklu enduro jest "trochę" nudny - ale pokonanie prawie 560 km autostradą przebiega sprawnie. Po kilku godzinach jazdy, jesteśmy w Klagenfurcie gdzie bardzo strome i widokowe podjazd podnoszą adrenaline.
W Słowenii, tankowanie do pełna, dwie bramki na autostradzie i tuż po zachodzie słońca docieramy do Rijeki w Chorwacji.
Pomimo nadchodzącego wieczoru temteratura bardzo wyraznie wzrosła zaraz po przekroczeniu pasma górskiego i dotarciu bezposrednio do adriatyku!. To wszystko za sprawą zmiany strefy klimatycznej! Aż ciężko uwierzyć że wczoraj o tej godzinie marzliśmy a tu jedziemy sobie w krótkich spodenkach!
Nie mielismy konkretnego pomysłu na tą noc, więc powoli jechaliśmy magistralą adriatycką przebiegającą wzdłuż adriatyku zatrzymując sie w ciekawszych miejscach. Te rejony zwiedzilismy w zeszłym roku, wiec postanowiliśmy nie zatrzymywac sie tu na dłużej tylko kierować sie dalej na południe....
Zatrzymalismy sie dopiero w Sibeniku, gdzie spędzilismy jeden dzień, potem dwa dni na campingu w Omisiu, zwiedzalismy wszystkie ciekawe miejsca (Trogir) kierując się ciągle na południe w stronę Dubrovnika. Po tranzytowym przejezdzie przez Bosnie i Hercegowinę wylądowaliśmy w Dubrovniku, gdzie w pobliskiej miejscowości o nazwie Orasac spędzilismy ponad tydzień.
Gdy zjezdzilismy juz Dubrovnik i całą okolice, wszystkie miasta i zdobyliśmy wszystkie góry i wzniesienia na które można było wjechać, zaczeło robić sie troche nudno wiec postanowilismy zmienic miejsce, kierując się już na północ.
W planach było zatrzymanie sie na Makarskiej Rivierze, ale jakos nie trafilismy na odpowiadający nam camping. Kolejne dwa dni spędzilismy w Sibeniku, z zamiarem zwiedzenia Parku Narodowego Krka. Stad postanowiliśmy jednak udac się na wyspę na ktorej w zeszłym roku spędzilismy kilka dni. I po kilku godzinach jazdy zatrzymalismy sie w miejscowości Stara Baska na wyspie Krk gdzie spędziliśmy kolejny tydzień.
Droga powrotna wegług planów miała przebiegać przez Bosnie, ale ze względu na to że postanowilismy pojechac na Krk, droga przez BiH była juz zbędna (a szkoda!) wiec wracaliśmy przez Słowenię ale tym razem omijając Klagenfurt i cześć Austri, na rzecz Słowenii ktorą przejechaliśmy całą w poprzek.
Potem Wiedeń, nocleg na tym samym campingu w Czechach i tradycyjnie już załamanie pogody zaraz po przekroczeniu granicy w Polsce. Dokładnie w tym samym miejscu złapała nas burza i zlała nie mniej niz gdy jechaliśmy w tamta strone. Dodam że był to pierwszy deszcz jaki nas spotkał przez te 20 dni!
I ponownie przejazd przez Polskę (380 km) okazał sie najtrudniejszym. Trzeba było znowu ubierac sie w te wszystkie ciuchy które tam praktycznie tylko wozilismy w torbie. Do tego ciągłe objazdy, korki kompletny brak autostrad itp.. I pomyślec że przez Austrie przejechalismy dokladnie 360 km zatrzymując się w tym czasie TYLKO trzy razy na swiatłach przy wyjezdzie z Wiednia. Gdyby nie to Austrię mozna by przejechac nie dotykając jej nogą - nie schodząc z motoru. W Polsce niestety jest to nie mozliwe nawet na motorze. Cięgłe korki i złośliwość kierowców "sciągała nas na ziemie" - tak jestesmy w Polsce :(
Podsumowanie:
W sumie zrobilismy ponad 6 tyś km. XT bardzo dzielnie sprawdziła sie podczas całego wyjazdu! Chwilowe kłopoty pojawyły się jedynie w Polsce podczas ogromnej ulewy. Ale po kliku minutach było OK.
Predkosci z jakimi jechalismy to 100-120 km/h czasami max 140 - ale tylko momentami poniewaz nie miałem siły walczyć z tak duzym oporem powietrza, a i spalanie wtedy było nie ekonomiczne.
Błąd do jakiego się przyznaje to tylna zębatka. Stanowczo przesadziłem zakłądając 39 zębów z tylu. W zeszłym roku podobna trase z podobnym obciazeniem zrobiłem na 40 zębach i było to prawie dobre rozwiązanie. W tym roku zalozylem 39 zebów bo łancuch okazał sie zbyt krótki, a przy takim załadowaniu potrzebowałem mieć zapas luzu by nie był napięty. Różnica 1 zeba na zebatce okazała się ogromna. Wprawdzie nie stała sie zadna tragedia, ale komfort jazdy znaczaco spadł i musiałem ciagle regukowac biegi przy podjazdach lub wyprzedzaniu.
Z dotychczasowych doswiadczeń w przyszłości w taka trase z takim obciążeniem zebatka 42 będzie idealna (jadac solo 40z jest ok).
Spalanie: w sumie ze względu na małą zebatke z tylu znacznie spadły obroty przy poszczególnych predkosciach wiec przy 110 km/h silnik palił okolo 4 litrów paliwa, co przy 25 litrowym zbiorniku pozwolało nam pokonywac czasami ponad 500 km.
Na uwagę zasługuje również to że podczas tych 7 tys km, nie ubyło mi praktycznie ani troche oleju ! z bagnetu znikneło jakies 3 mm oleju ktory znalazłem w air-boxie. Pewnie gdzies przygazowałem na autostradzie, lub podczas off-roadu na skałkach. Łańcuch RK 525 o-ring, (wzmocniony, ten przeznaczony do motocykli o mocy pow 65 KM) okazal sie jeszcze lepszy od RK520. Nie zauwazylem zadnego widocznego wyciagniecia i nie było potrzeby go napinać.
Ogólnie XT600 spisal sie bardzo dzielnie i nie wystapiły zadne problemy. Jedynie lewe lusterko w drodze powrotnej ciagle mi sie przestawialo na autostradzie. Jako ciekawostkę dodam ze może cieżko w to uwiezyć ale na XT oprócz 2 osób zabralismy równiez namiot, spiwory, kalimaty, kuchenkę, mase ciuchów zimowych (to na przejazd przez Polskę), troche taniej zywności, wszystkie podstawowe klucze (wrazie czego) oraz GRILA Wszystko to zmiescilo sie w dwóch 50 litrowych torbach Louis zamontowanych po bokach na specjalnie przygotowanych stelażach.
Cała podróż trwała 20 dni. Chorwacje zwiedzilismy juz praktycznie całą. (poza wyspami na które nie mozna wjechać mostem). Czasami troche brakowało towazystwa, ale z drugiej strony podróż w 1 motocykl daje bardzo dużą niezalezność która naprawde się docenia.